z powodu jednej literki
masz więcej ognia w sobie
niż ktokolwiek mógłby przypisać
uciekać nie warto
zawsze będzie ktoś
kto podniesie klucze z chodnika
i w czynie społecznym odeśle pod wskazany adres
od poniedziałku
do załóżmy środy
sprawy będą toczyć się spokojnie
tekst będzie miał równe wiersze
i będzie się chciało czuć zapach starego papieru
a nawet narysować coś bez podkresków
ojej puk przesyłka puk
słodka kałuża puk znów
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish. Pokaż wszystkie posty
mój prz
yjaciel u pot
rzebuję twojego dotyku ciepła
ale wiem dobrze że obudzę swoje duchy
iskry
i nie będzie ni ko go by je pod sy cać
jesteśmy w różny ch pokojach
mój ma jedn oo kno
i tyle
z twojego
można wyjść na wiele sposobów
na korytarz
na ludzi
- to nie szloch
jestem zadziwiająco spokojny -
zdarłem już tapety
pod spodem śladu drzwi ani wskazówek
krzyżyków strzałek
ale przecież
musiałem jakoś tu wejść (do
jasnej cholery)
yjaciel u pot
rzebuję twojego dotyku ciepła
ale wiem dobrze że obudzę swoje duchy
iskry
i nie będzie ni ko go by je pod sy cać
jesteśmy w różny ch pokojach
mój ma jedn oo kno
i tyle
z twojego
można wyjść na wiele sposobów
na korytarz
na ludzi
- to nie szloch
jestem zadziwiająco spokojny -
zdarłem już tapety
pod spodem śladu drzwi ani wskazówek
krzyżyków strzałek
ale przecież
musiałem jakoś tu wejść (do
jasnej cholery)
zielony wiersz
piszę ten wiersz trochę na zielono
odszedłem chyba poza nasz las
i nie znam drogi
nie znam drogi
nie znam
drogi
mój
dr
og
i
odszedłem chyba poza nasz las
i nie znam drogi
nie znam drogi
nie znam
drogi
mój
dr
og
i
na niebieskozielonym horyzoncie
skoro będę miał w dłoni garść twoich włosów
i będę pamiętał i będę
nie skacz
nie oddam cię bez walki.
Jesteś tak blisko
ale wciąż poza zasięgiem moich zapewnień
czasem boję się że nieuważnym słowem
odcumuję twą chybotliwą łódkę
a fale będą chciały zagłuszyć mój krzyk
co z tego że staniesz się małym punktem
skoro będę miał w dłoni garść twoich włosów
i będę pamiętał i będę
nie skacz
nie oddam cię bez walki.
Jesteś tak blisko
ale wciąż poza zasięgiem moich zapewnień
czasem boję się że nieuważnym słowem
odcumuję twą chybotliwą łódkę
a fale będą chciały zagłuszyć mój krzyk
co z tego że staniesz się małym punktem
patriarcha
kochanie ten pan
nie rozumie pośpiechu
i dziwi się że chcemy biec i oddychać szybciej nieco
i schować nasze pierwsze kocham pod koc
nasz czas
(co prawda) kochanie (nie ma krzaczas
tych brwi (niemal jak patriar
nasz czas może w końcu wygra
z oszalałym młodym tętnem
u(spo)koi nas ko cha) nie
nie rozumie pośpiechu
i dziwi się że chcemy biec i oddychać szybciej nieco
i schować nasze pierwsze kocham pod koc
nasz czas
(co prawda) kochanie (nie ma krzaczas
tych brwi (niemal jak patriar
nasz czas może w końcu wygra
z oszalałym młodym tętnem
u(spo)koi nas ko cha) nie
ogród żurawinowy
ogród krąży tak cicho
że ptaki posnęły i śnią o morzu (
śmierć pachnie jak szare zachodzące słońce
na cichej trawie) szept iskier uśmiechniętych nęci i woła
przyjdź
i nie chcę lecz idę
ścieżka cieszy się
i chce być tam w ogrodzie cz(oto)czonym ciszą
i kwiatami groszku pachnącego
wymknął się kot konarom drzewa boga
to ja to (ja)
nie wiem czy zdjąć ubranie
czy tulić wilgotne grudy ziemi
czy od razu gonić nasz czas i królika
i oczy
-----------------------------------
nie wiem czego chcę od tej zieleni
że ptaki posnęły i śnią o morzu (
śmierć pachnie jak szare zachodzące słońce
na cichej trawie) szept iskier uśmiechniętych nęci i woła
przyjdź
i nie chcę lecz idę
ścieżka cieszy się
i chce być tam w ogrodzie cz(oto)czonym ciszą
i kwiatami groszku pachnącego
wymknął się kot konarom drzewa boga
to ja to (ja)
nie wiem czy zdjąć ubranie
czy tulić wilgotne grudy ziemi
czy od razu gonić nasz czas i królika
i oczy
-----------------------------------
nie wiem czego chcę od tej zieleni
miękkość
moje milczenie kochanie
nie ma żadnego koloru
i nie grzeszy (zdecydowaniem)
moja tęsknota kochanie
nie ma twojego imienia jedy-
nie wybacz
bo kiedy urzeka mnie niespokojność i rzęsy
rzęsy rzęsy
manowce moich myśli są grząskim gruntem
pod twoimi stopami
obsypanymi moim Chcę
ktoś odkraja naszemu czasowi (kochanie)
równe plastry trwania
i nawet w tym miodowym momencie teraz o o teraz dokładnie
czuję tę
miękk
ość w gardle
nie ma żadnego koloru
i nie grzeszy (zdecydowaniem)
moja tęsknota kochanie
nie ma twojego imienia jedy-
nie wybacz
bo kiedy urzeka mnie niespokojność i rzęsy
rzęsy rzęsy
manowce moich myśli są grząskim gruntem
pod twoimi stopami
obsypanymi moim Chcę
ktoś odkraja naszemu czasowi (kochanie)
równe plastry trwania
i nawet w tym miodowym momencie teraz o o teraz dokładnie
czuję tę
miękk
ość w gardle
świt już rozżenny
świt już rozżenny
i na walnijnych wzgórkach
tego materiału splatane nasze literki
sklecić sensownego słowa
(nam nie dane)
ale choć raz warstwijmy huczliwe brzeżany
i biegnijmy piskacząc po mrajanych łąkach
(na mnie dane)
bo może gryziony rozpaczliwie lizak
i wściezły płacz naszych młodych ramion
da mniemanie
i na walnijnych wzgórkach
tego materiału splatane nasze literki
sklecić sensownego słowa
(nam nie dane)
ale choć raz warstwijmy huczliwe brzeżany
i biegnijmy piskacząc po mrajanych łąkach
(na mnie dane)
bo może gryziony rozpaczliwie lizak
i wściezły płacz naszych młodych ramion
da mniemanie
pościel
nie wiem jak ty to robisz
ale twoje filirankowe srebrzenie palców
rozczula mnie i roz
czula
(i tylko czasem na jakimś skraju myśli
rodzi się pytanie jak szept nad uschłym liściem
gotowym razdwa odlecieć)
odkąd mafalerejamy w tym łóżku
pod lijarkadami nieba
nie ma
nie ba
rozlało się aszafranowo na naszej pościeli
i w nim
odbija się
(kochanie nie rozumiem tego)
nasza twarz i dwie nasze dłonie
(trochę mi ciebie brak)
ale twoje filirankowe srebrzenie palców
rozczula mnie i roz
czula
(i tylko czasem na jakimś skraju myśli
rodzi się pytanie jak szept nad uschłym liściem
gotowym razdwa odlecieć)
odkąd mafalerejamy w tym łóżku
pod lijarkadami nieba
nie ma
nie ba
rozlało się aszafranowo na naszej pościeli
i w nim
odbija się
(kochanie nie rozumiem tego)
nasza twarz i dwie nasze dłonie
(trochę mi ciebie brak)
nasz nieporządny dom
jest ostoją
jest niezamkniętą klatką dla
łysiejącej
zboczonej
papug
-i naszą ciszą
nasz
dom
kochanie tak bardzo go pragnę nawet sobie nie
wyobrażasz
ma okna wychodzące na zachód
na psychiatryk i idiotów
ma podobno elektryczność i pewnie wodę
jest jak cudownie efemeryczny dym wydychany
pod sufit suknem pokryty okryty kryty ryty
ty
naszym echem
naszych śmiechów
w naszym do
i w naszym mu
jest ostoją
jest niezamkniętą klatką dla
łysiejącej
zboczonej
papug
-i naszą ciszą
nasz
dom
kochanie tak bardzo go pragnę nawet sobie nie
wyobrażasz
ma okna wychodzące na zachód
na psychiatryk i idiotów
ma podobno elektryczność i pewnie wodę
jest jak cudownie efemeryczny dym wydychany
pod sufit suknem pokryty okryty kryty ryty
ty
naszym echem
naszych śmiechów
w naszym do
i w naszym mu
nowa w.
w ogrodzie po południu pozłoconym pomarańczową poświatą południowa Portugalka powiła potomka
wolność zabierze nam buty i odda stopy
na nieskończonej lodowej pustyni oczy foki rozszerzają się z zachwytu nad bezczasem śmierci której uścisk poczuła na swym zmarzniętym ciele
wolność strzaska zarośnięte piołunem bramy
i natrze twoje znękane Dlaczego balsamem
wolność zabierze nam buty i odda stopy
na nieskończonej lodowej pustyni oczy foki rozszerzają się z zachwytu nad bezczasem śmierci której uścisk poczuła na swym zmarzniętym ciele
wolność strzaska zarośnięte piołunem bramy
i natrze twoje znękane Dlaczego balsamem
dłonie po raz trzeci
zanurzyłbym dłoń w zimnym oceanie
i pytanie
czy bym poczuł pienistość wielkich spraw
drugą dłonią gładziłbym złote twoje stopy
i po tym
poznał gdzie chcę być i co pisać na piasku nim mój przypływ
ale obie dłonie morze policzek twój miękki
w błękit
krzyczą ten jeden krótki tryumf
JESTEM
i pytanie
czy bym poczuł pienistość wielkich spraw
drugą dłonią gładziłbym złote twoje stopy
i po tym
poznał gdzie chcę być i co pisać na piasku nim mój przypływ
rozkoszą
szumiącą
wzbierzeale obie dłonie morze policzek twój miękki
w błękit
krzyczą ten jeden krótki tryumf
JESTEM
drabina
na szczeblu drabiny ostatnim przed wiecznością
słychać tylko własny ziemski oddech
i perlisty dźwięk potu na czole
może nie dobijam się do drzwi z racji własnej dziecinnej dumy
może za bardzo patrzę w czasoprzestrzeń
kiedy każdy por mojej skóry będzie płakać
nagle odsłonięty
kto nas wybrał
płaczących na zewnątrz
czy ktoś zauważył
że na drabinie nigdy nie ma rozstajów
słychać tylko własny ziemski oddech
i perlisty dźwięk potu na czole
może nie dobijam się do drzwi z racji własnej dziecinnej dumy
może za bardzo patrzę w czasoprzestrzeń
kiedy każdy por mojej skóry będzie płakać
nagle odsłonięty
kto nas wybrał
płaczących na zewnątrz
czy ktoś zauważył
że na drabinie nigdy nie ma rozstajów
Subskrybuj:
Posty (Atom)