samo się stało
tność poja
wiła
dnia będą tem
trochę cego mię
szarego mos dzy
innymi wartymi wschodu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą h. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą h. Pokaż wszystkie posty
na niebieskozielonym horyzoncie
skoro będę miał w dłoni garść twoich włosów
i będę pamiętał i będę
nie skacz
nie oddam cię bez walki.
Jesteś tak blisko
ale wciąż poza zasięgiem moich zapewnień
czasem boję się że nieuważnym słowem
odcumuję twą chybotliwą łódkę
a fale będą chciały zagłuszyć mój krzyk
co z tego że staniesz się małym punktem
skoro będę miał w dłoni garść twoich włosów
i będę pamiętał i będę
nie skacz
nie oddam cię bez walki.
Jesteś tak blisko
ale wciąż poza zasięgiem moich zapewnień
czasem boję się że nieuważnym słowem
odcumuję twą chybotliwą łódkę
a fale będą chciały zagłuszyć mój krzyk
co z tego że staniesz się małym punktem
ogród żurawinowy
ogród krąży tak cicho
że ptaki posnęły i śnią o morzu (
śmierć pachnie jak szare zachodzące słońce
na cichej trawie) szept iskier uśmiechniętych nęci i woła
przyjdź
i nie chcę lecz idę
ścieżka cieszy się
i chce być tam w ogrodzie cz(oto)czonym ciszą
i kwiatami groszku pachnącego
wymknął się kot konarom drzewa boga
to ja to (ja)
nie wiem czy zdjąć ubranie
czy tulić wilgotne grudy ziemi
czy od razu gonić nasz czas i królika
i oczy
-----------------------------------
nie wiem czego chcę od tej zieleni
że ptaki posnęły i śnią o morzu (
śmierć pachnie jak szare zachodzące słońce
na cichej trawie) szept iskier uśmiechniętych nęci i woła
przyjdź
i nie chcę lecz idę
ścieżka cieszy się
i chce być tam w ogrodzie cz(oto)czonym ciszą
i kwiatami groszku pachnącego
wymknął się kot konarom drzewa boga
to ja to (ja)
nie wiem czy zdjąć ubranie
czy tulić wilgotne grudy ziemi
czy od razu gonić nasz czas i królika
i oczy
-----------------------------------
nie wiem czego chcę od tej zieleni
miękkość
moje milczenie kochanie
nie ma żadnego koloru
i nie grzeszy (zdecydowaniem)
moja tęsknota kochanie
nie ma twojego imienia jedy-
nie wybacz
bo kiedy urzeka mnie niespokojność i rzęsy
rzęsy rzęsy
manowce moich myśli są grząskim gruntem
pod twoimi stopami
obsypanymi moim Chcę
ktoś odkraja naszemu czasowi (kochanie)
równe plastry trwania
i nawet w tym miodowym momencie teraz o o teraz dokładnie
czuję tę
miękk
ość w gardle
nie ma żadnego koloru
i nie grzeszy (zdecydowaniem)
moja tęsknota kochanie
nie ma twojego imienia jedy-
nie wybacz
bo kiedy urzeka mnie niespokojność i rzęsy
rzęsy rzęsy
manowce moich myśli są grząskim gruntem
pod twoimi stopami
obsypanymi moim Chcę
ktoś odkraja naszemu czasowi (kochanie)
równe plastry trwania
i nawet w tym miodowym momencie teraz o o teraz dokładnie
czuję tę
miękk
ość w gardle
pościel
nie wiem jak ty to robisz
ale twoje filirankowe srebrzenie palców
rozczula mnie i roz
czula
(i tylko czasem na jakimś skraju myśli
rodzi się pytanie jak szept nad uschłym liściem
gotowym razdwa odlecieć)
odkąd mafalerejamy w tym łóżku
pod lijarkadami nieba
nie ma
nie ba
rozlało się aszafranowo na naszej pościeli
i w nim
odbija się
(kochanie nie rozumiem tego)
nasza twarz i dwie nasze dłonie
(trochę mi ciebie brak)
ale twoje filirankowe srebrzenie palców
rozczula mnie i roz
czula
(i tylko czasem na jakimś skraju myśli
rodzi się pytanie jak szept nad uschłym liściem
gotowym razdwa odlecieć)
odkąd mafalerejamy w tym łóżku
pod lijarkadami nieba
nie ma
nie ba
rozlało się aszafranowo na naszej pościeli
i w nim
odbija się
(kochanie nie rozumiem tego)
nasza twarz i dwie nasze dłonie
(trochę mi ciebie brak)
nasz nieporządny dom
jest ostoją
jest niezamkniętą klatką dla
łysiejącej
zboczonej
papug
-i naszą ciszą
nasz
dom
kochanie tak bardzo go pragnę nawet sobie nie
wyobrażasz
ma okna wychodzące na zachód
na psychiatryk i idiotów
ma podobno elektryczność i pewnie wodę
jest jak cudownie efemeryczny dym wydychany
pod sufit suknem pokryty okryty kryty ryty
ty
naszym echem
naszych śmiechów
w naszym do
i w naszym mu
jest ostoją
jest niezamkniętą klatką dla
łysiejącej
zboczonej
papug
-i naszą ciszą
nasz
dom
kochanie tak bardzo go pragnę nawet sobie nie
wyobrażasz
ma okna wychodzące na zachód
na psychiatryk i idiotów
ma podobno elektryczność i pewnie wodę
jest jak cudownie efemeryczny dym wydychany
pod sufit suknem pokryty okryty kryty ryty
ty
naszym echem
naszych śmiechów
w naszym do
i w naszym mu
drabina
na szczeblu drabiny ostatnim przed wiecznością
słychać tylko własny ziemski oddech
i perlisty dźwięk potu na czole
może nie dobijam się do drzwi z racji własnej dziecinnej dumy
może za bardzo patrzę w czasoprzestrzeń
kiedy każdy por mojej skóry będzie płakać
nagle odsłonięty
kto nas wybrał
płaczących na zewnątrz
czy ktoś zauważył
że na drabinie nigdy nie ma rozstajów
słychać tylko własny ziemski oddech
i perlisty dźwięk potu na czole
może nie dobijam się do drzwi z racji własnej dziecinnej dumy
może za bardzo patrzę w czasoprzestrzeń
kiedy każdy por mojej skóry będzie płakać
nagle odsłonięty
kto nas wybrał
płaczących na zewnątrz
czy ktoś zauważył
że na drabinie nigdy nie ma rozstajów
moc
według siwowłosych uczonych
nie ma dwóch linii w pełni równoległych
każda myśl musiała wpaść do głowy
pędząc wypadkową olbrzymich sił kosmicznych
i każde najmniejsze żyjątko ma szansę poruszyć jęczącym lodowcem
według siwowłosych uczonych
nie można powiedzieć z całą pewnością
czy patrzymy czy jesteśmy patrzeni
ja wiem że łza zawsze spada w kierunku serca ziemi
i że myśli to prześwity boga przez dziury w głowach
może naiwnie
może wygodnie
ale nie ukrywam mojego strachu
że łzy mogą spadać do nieba
że niebo w którym zatoną nie mieści w sobie boga
bo moim dumnym nazwiskiem mocą uniesionym czołem
jest zachwyt w jaki wpadam na widok chmur straszliwie zimnych
i jęk którego nie powstrzymam gdy zobaczę śmierć pajączka
i moją gładką otwartością jest dłoń wierzchem do góry
gotowa na przyjęcie zimnego deszczu i poddanego wiatrowi motyla
bo taki sobie wybrałem dzień i zmierzch którego nie będzie
nie ma dwóch linii w pełni równoległych
każda myśl musiała wpaść do głowy
pędząc wypadkową olbrzymich sił kosmicznych
i każde najmniejsze żyjątko ma szansę poruszyć jęczącym lodowcem
według siwowłosych uczonych
nie można powiedzieć z całą pewnością
czy patrzymy czy jesteśmy patrzeni
ja wiem że łza zawsze spada w kierunku serca ziemi
i że myśli to prześwity boga przez dziury w głowach
może naiwnie
może wygodnie
ale nie ukrywam mojego strachu
że łzy mogą spadać do nieba
że niebo w którym zatoną nie mieści w sobie boga
bo moim dumnym nazwiskiem mocą uniesionym czołem
jest zachwyt w jaki wpadam na widok chmur straszliwie zimnych
i jęk którego nie powstrzymam gdy zobaczę śmierć pajączka
i moją gładką otwartością jest dłoń wierzchem do góry
gotowa na przyjęcie zimnego deszczu i poddanego wiatrowi motyla
bo taki sobie wybrałem dzień i zmierzch którego nie będzie
A. #2
czasem z racji późnej godziny
muszę urywać do jutra twój głos
potem w mojej samotności
najeżonej szeptami i trzaskiem
proszę. niech. wiatr.
bawisz się ogniskową moich myśli
muszę urywać do jutra twój głos
potem w mojej samotności
najeżonej szeptami i trzaskiem
proszę. niech. wiatr.
bawisz się ogniskową moich myśli
Subskrybuj:
Posty (Atom)