Pokazywanie postów oznaczonych etykietą h. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą h. Pokaż wszystkie posty

dnia

samo się stało
tność poja
wiła

dnia będą tem
trochę cego mię
szarego mos dzy

innymi wartymi wschodu
krosna tak szczyt mych marzeń
bo wiem nic pięk nie jszego
od chrzęstu bezdusznych części
mimowolnie piesz(o tak)czących nici

i ten cel tak odległy lecz co noc bliżej
i kojenie zagubionych niteczek które
nie widzą wzoru nie nie widzą
krosna tak szczyt moich marzeń
kochanie poczekaj tylko
a twojemoje oczy ucieszą się
o ton lub dwa nie zerkając co chwila na
Odmierzacz Ziarenek

może myla wir ować
w obecnejch wi li
tyl kop oc o?
wiem że dwa wier sze nie zastąpią nachyle niapoca łun ku
a także pal ców bawiący chsię w grzebie ń.

jedno kochanie ci powiem słowo - będę

na niebieskozielonym horyzoncie
skoro będę miał w dłoni garść twoich włosów
i będę pamiętał i będę

nie skacz
nie oddam cię bez walki.

Jesteś tak blisko
ale wciąż poza zasięgiem moich zapewnień

czasem boję się że nieuważnym słowem
odcumuję twą chybotliwą łódkę
a fale będą chciały zagłuszyć mój krzyk

co z tego że staniesz się małym punktem

ogród żurawinowy

ogród krąży tak cicho
że ptaki posnęły i śnią o morzu (
śmierć pachnie jak szare zachodzące słońce

na cichej trawie) szept iskier uśmiechniętych nęci i woła
przyjdź

i nie chcę lecz idę
ścieżka cieszy się
i chce być tam w ogrodzie cz(oto)czonym ciszą
i kwiatami groszku pachnącego

wymknął się kot konarom drzewa boga
to ja to (ja)
nie wiem czy zdjąć ubranie
czy tulić wilgotne grudy ziemi

czy od razu gonić nasz czas i królika
i oczy

-----------------------------------
nie wiem czego chcę od tej zieleni

miękkość

moje milczenie kochanie
nie ma żadnego koloru
i nie grzeszy (zdecydowaniem)

moja tęsknota kochanie
nie ma twojego imienia jedy-
nie wybacz

bo kiedy urzeka mnie niespokojność i rzęsy
rzęsy rzęsy
manowce moich myśli są grząskim gruntem
pod twoimi stopami
obsypanymi moim Chcę

ktoś odkraja naszemu czasowi (kochanie)
równe plastry trwania
i nawet w tym miodowym momencie teraz o o teraz dokładnie

czuję tę
miękk
ość w gardle

pościel

nie wiem jak ty to robisz
ale twoje filirankowe srebrzenie palców
rozczula mnie i roz
czula

(i tylko czasem na jakimś skraju myśli
rodzi się pytanie jak szept nad uschłym liściem
gotowym razdwa odlecieć)

odkąd mafalerejamy w tym łóżku
pod lijarkadami nieba
nie ma
nie ba

rozlało się aszafranowo na naszej pościeli
i w nim
odbija się
(kochanie nie rozumiem tego)
nasza twarz i dwie nasze dłonie

(trochę mi ciebie brak)
nasz nieporządny dom
jest ostoją
jest niezamkniętą klatką dla
łysiejącej
zboczonej
papug
-i naszą ciszą

nasz
dom
kochanie tak bardzo go pragnę nawet sobie nie
wyobrażasz
ma okna wychodzące na zachód
na psychiatryk i idiotów

ma podobno elektryczność i pewnie wodę

jest jak cudownie efemeryczny dym wydychany
pod sufit suknem pokryty okryty kryty ryty
ty

naszym echem
naszych śmiechów
w naszym do
i w naszym mu

drabina

na szczeblu drabiny ostatnim przed wiecznością
słychać tylko własny ziemski oddech
i perlisty dźwięk potu na czole

może nie dobijam się do drzwi z racji własnej dziecinnej dumy
może za bardzo patrzę w czasoprzestrzeń

kiedy każdy por mojej skóry będzie płakać
nagle odsłonięty

kto nas wybrał
płaczących na zewnątrz

czy ktoś zauważył
że na drabinie nigdy nie ma rozstajów

moc

według siwowłosych uczonych
nie ma dwóch linii w pełni równoległych
każda myśl musiała wpaść do głowy
pędząc wypadkową olbrzymich sił kosmicznych
i każde najmniejsze żyjątko ma szansę poruszyć jęczącym lodowcem

według siwowłosych uczonych
nie można powiedzieć z całą pewnością
czy patrzymy czy jesteśmy patrzeni

ja wiem że łza zawsze spada w kierunku serca ziemi
i że myśli to prześwity boga przez dziury w głowach

może naiwnie
może wygodnie

ale nie ukrywam mojego strachu
że łzy mogą spadać do nieba
że niebo w którym zatoną nie mieści w sobie boga

bo moim dumnym nazwiskiem mocą uniesionym czołem
jest zachwyt w jaki wpadam na widok chmur straszliwie zimnych
i jęk którego nie powstrzymam gdy zobaczę śmierć pajączka

i moją gładką otwartością jest dłoń wierzchem do góry
gotowa na przyjęcie zimnego deszczu i poddanego wiatrowi motyla
bo taki sobie wybrałem dzień i zmierzch którego nie będzie
możesz nie wierzyć
ale bez ciebie
nie ma tu po co

do twojej smutku doskonałości
nie docierają moje jabłka

szukam szczeliny
kwiatku z żelaza
zaczerwieniony pułap
puch - nie do pojęcia
rzęsy bez chrzęstu bez szans na przyszłość

nie ma polany
są wraki samolotów wnętrza industrialne
a gdzieś nad ranem może piwnica
grzechu po sufit może gęściej

jak do tego doszło

A. #2

czasem z racji późnej godziny
muszę urywać do jutra twój głos

potem w mojej samotności
najeżonej szeptami i trzaskiem
proszę. niech. wiatr.

bawisz się ogniskową moich myśli